Jego cicha armia - wywiad z Erikiem Quachem

Pod koniec zeszłego roku, w internecie pojawił się ponad dwudziestominutowy singiel zapowiadający debiutancki, solowy album Erica Quacha znanego z kanadyjskiej formacji Destroyalldreamers. Singiel pilotuje album Unconquered, który premierę będzie miał w marcu tego roku, płyta wydana zostanie w Polsce, za sprawą krakowskiego labelu Foreshadow. W zasadzie gdyby nie to, pewnie nigdy nie trafiłbym na projekt Thisquietarmy, a miałbym czego żałować. Dwa utwory zaprezentowana przez Quacha zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie - apokaliptyczny drone, to ostatnio jeden z moich ulubionych rejonów muzycznych. Singiel możecie pobrać za darmo ze strony wydawnictwa, a poniżej możecie przeczytać odpowiedzi Erica na parę pytań, które miałem możliwość zadać.
Swój pierwszy album jako Thisquietarmy wydajesz w Polsce. Gdzie poznałeś wytwórnię Foreshadow?
Foreshadow wydało wcześniej Corrasion Nadji, wtedy ich odkryłem. Wysyłałem kilka demówek do labeli na całym świecie i Foreshadow było jednym z tych zainteresowanych. Na codzień wydają i dystrybuują dużo mrocznego metalu, ale okazało się, że są całkiem otwarci na nowości i chcą wydać też coś co odstaje od muzyki jaką zwykle promują. To dla mnie duża szansa by dotrzeć do szerszego grona słuchaczy, także tych preferujących inne dźwięki.
Prowadzisz swoje własne wydawnictwo, dlaczego nie zdecydowałeś się wydać albumu na własną rękę?
This Quiet Army Records wydaje krótkie płyty w bardzo limitowanych ilościach. Po prostu nie mam na tyle czasu, pieniędzy i koneksji, żeby zająć się wydawaniem pełnoprawnych krążków. Staram się za to, żeby każdy wydany przeze mnie album był przygotowywany ręcznie - w unikatowym opakowaniu. Takie wydania robią niezłe wrażenie i sprawdzają sie w przypadku małych, zaczynających przygodę z muzyka zespołów.
Tytuł albumu to Unconquered - takie też będzie jego brzmienie? Utwory promujące brzmią raczej tajemniczo niż epicko.
Singiel to tylko część historii jaką opowiada album, który jest bardziej zróżnicowany. To czego słuchałeś, nie przedstawia całego spektrum dźwięków. Unconquered to muzyczna podróż, która zaczyna się od ambientu, przechodzi shoegazowe/post-rockowe stadia, by dojść do ciężkich partii inspirowanych doomem. Całość układa się w historię, której tematem jest wojna pokazana przez pryzmat ludzkiej indywidualności i zbioru zasad, zachowań. Własnoręcznie przygotowałem też artwork do płyty, który odzwierciedlać ma jej zagadnienie.
Na swoim Myspace odnotowujesz wiele tragicznych i niezbyt pocieszających inspiracji. Czy jest w twojej muzyce trochę miejsca na dźwięki podnoszące na duchu?
Tak przypuszczam. Wśród motywów da się dostrzec kilka takich, w których dla odmiany pojawia się nadzieja.
Czym różniła się praca nad Thisquietarmy od tej nad Destroyalldreamers?
Przez lata, Destroyaredreamers stawało się coraz bardziej projektem zespołowym i demokratycznym. Kiedy wymyślasz jakiś pomysł, musisz pogodzić się z tym, że nie masz nad nim pełnej kontroli. Zespół przetwarza go, zmienia, każdy wkłada coś od siebie, aż w końcu staje się on czymś kompletnie innym, czymś czego się nie spodziewałeś. Pomimo tego, że w zespole każdy gra na swoim instrumencie, to ma też opinie i sugestie dotyczycące innych. Czasem to może prowadzić do zepsucia atmosfery i totalnej niemocy kompozycyjnej.
Jak zacząłeś ten nowy projekt?
Thisquietarmy to moja prywatna próba odskoczenia od codzienności w zespole. Miałem taką potrzebę zrobienia czegoś po swojemu. Jako samodzielny muzyk mogę rzucać sobie nowe wyzwania i rozwijać swoje kompozycje. Pracując samemu musisz się wykazać olbrzymią kreatywnością, bo chcesz osiągnąć to samo, co normalnie robi kilku ludzi, ale ma też swoje zalety. Czuję się wolny i nic mnie nie ogranicza - mogę nagrywać wtedy kiedy i gdzie chcę, a co najważniejsze - robić to po swojemu.
Pracowałeś ostatnio z Aidanem Bakerem z Nadji, jak wyglądała ta współpraca?
Aidan jest mistrzem w tym co robi, ale w życiu prywatnym jest zwykłym, pogodnym gościem - bardzo łatwo i przyjemnie się z nim pracuje. Naszą pierwszą kolaboracją było The Orange EP. Pracowaliśmy wtedy zdalnie, a efektami wymienialiśmy się przez sieć. Recenzent z Brainwashed nazwał tę muzykę terror ambientem, jednym spójnym dziełem składającym się z kilku różnych części. Na jesieni nagraliśmy też improwizowaną sesję na żywo, ale od tego czasu jeszcze nie dotknęliśmy tych nagrań. Będziemy musieli trochę nad tym posiedzieć i wtedy zadecydujemy co dalej.
Jesteś z Montrealu. Zawsze fascynowało mnie to miasto i to, że powstaje tam tyle dobrej muzyki. Możesz powiedzieć mi coś o tamtejszej scenie?
W Montrealu prawie każdy jest artystą albo muzykiem. Nie jest to drogie miasto i żeby tu mieszkać nie trzeba wcale wielkich nakładów. Mnóstwo ludzi przenosi się tu, by spróbować jakoś zainstnieć. Zespoły z okolic przyjeżdża tutaj występować, ale wcale nie jest tak łatwo. Możesz oczekiwać dużego wsparcia od ludzi, ale czuć wyraźną rywalizację. Każdy dąży do tego by być jak najlepszym. Ci bardziej znani dają sobie radę bez problemów, ci mniej potrzebują wsparcia innych muzyków czy lokalnych grup. Mam wrażenie, że najlepsze zespoły z Montrealu dopiero zyskają rozgłos.
Spotkałeś kiedyś ludzi związanych z Constellation, Godspeed You! Black Emperor? Są dla ciebie inspiracją?
Byłem fanem Constellation i kolektywu związanego z GY!BE od samego początku. Skłamałbym gdybym powiedział, że nie mieli na mnie wpływu, zarówno jeśli chodzi o muzykę, jak i doświadczenie sceniczne. Łatwo ich spotkać, często bywają na lokalnych koncertach.
Skoro wydajesz album w naszym kraju, to mam nadzieję, że zobaczymy się niedługo na koncercie?
Też mam taką nadzieję!
Dzięki za rozmowę.
Zdjęcie autorstwa Christy Romanick




