28 Mar, 2008
Gnarls Barkley - The Odd Couple
Posted by: Łukasz Warna-Wiesławski In: krótkie recenzje

Gnarls Barkley to jeden z najbardziej irytujących projektów z jakimi miałem okazję się zetknąć. Czemu Cee-Lo i Danger Mouse nie potrafią wykorzystać tkwiącego w nich potencjału? Znakomity producent i równie dobry wokalista, to zdawałoby się przepis na sukces. Tymczasem panowie serwują nam w kółko te same, nużące na dłuższą metę, brzmienia. Na The Odd Couple nie ma wielkich przebojów, co z początku odebrałem pozytywnie. Poprzedni album składał się z Crazy i jakichśtam piosenek, nikt nie pamięta w sumie jakich. Miałem takie wrażenie, że równy poziom nowego wydawnictwa sprawi, że za miesiąc, dwa czy pół roku będę pamiętał coś więcej niż jeden refren, a tu nic z tego! Choć rzeczywiście Would-be Killer, Blind Mary, Neighbours czy A Little Better to dość dobre utwory, ale szybko stwierdziłem, że nie chcę do nich powracać. Potencjalne hity po prostu rażą wtórnością i zupełnie się nie wybijają z mętnej masy ciepłych, czarnych dźwięków. Mogą sobie panowie funkować, mogą sobie soulować, ale patenty Danger Mouse’a i wokalizy Cee-Lo szybko się nudzą. Co zadziwiające, momenty takie jak Open Book, gdzie panowie starają się coś urozmaicić, sprawiają wrażenie wypadku przy pracy. Taki tam one trick pony z tego Gnarls Barkley niestety - muzyka poprawna aż do bólu i nic ponad to.

Gnarls Barkley - The Odd Couple
Downtown, 2008


[4.6]




