
Wydawać by się mogło, że Mark Kozelek na zawsze pozostanie już lekko zapomnianą i niedocenioną postacią amerykańskiej sceny alternatywnej lat 90. Jego nazwisko rzadko wymieniane jest obok takich artystów jak Stephen Malkmus czy chociażby Greg Dulli. Niewielu pamięta również, że niegdyś, wraz z zespołem Red House Painters, obok m.in. Low, zdefiniował zjawisko zwane slowcore. Red House Painters rozpadło się w 2001 roku po wydaniu sześciu znakomitych płyt. Od tego czasu Kozelek rozwija swoją karierę solową, kontynuując drogę obraną przez macierzystą grupę (w czym zresztą pomagają mu jej muzycy).
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Otóż Kozelkowi nareszcie udało się wyjść z cienia, pokazując, że w czasach electro i freak-folku, klasowe, męskie smęcenie, może nadal poruszać. Jak ogromne było moje zaskoczenie, gdy znalazłem nowy, trzeci już album Sun Kil Moon, na szczytach podsumowań bieżącego roku, między płytami MGMT czy British Sea Power. Nie wiem, skąd to nagłe zainteresowanie legendą, po której spodziewano się już tylko coverów młodszych kolegów (Tiny Cities z 2005), muszę niestety sam przyznać się do uczestictwa w tym RYMowym hypie - April, to dla mnie jedna z najlepszych i najpiękniejszych płyt 2008 roku. Ale po kolei.

Sun Kil Moon - April
Caldo Verde, 2008
Nie ma tu fajerwerków, nagłych zwrotów akcji, jest folk-rock w najlepszym wydaniu, smutek, nostalgia, a wśród tego nasz bohater, miotający się w autobiograficznych opowieściach. Bardzo amerykańsko, już od pierwszych dźwięków openera Lost Verses, proszę wybaczyć, ale czegoś takiego nad Wisłą stworzyć by się nie dało. To niezwykle równy album, nie wiejący jednak nudą czy zachowawczością. Jednostajność tworzy urok całości, może również dlatego ciężko wyróżnić jakikolwiek utwór, poza jednym, zdecydowanie odstającym od reszty.
Moorestown urzeka już od pierwszego przesłuchania. Niezależnie od tego, że April leci sobie gdzieś w tle, nie sposób nie zwrócić uwagi na tę perełkę. Piękny gitarowy motyw, przyprawiająca o ciarki wiolonczela i ekspresja w głosie Marka Kozelka, niespotykana w żadnym innym utworze na płycie. To też najbardziej osbisty tekst w zestawie, i nawet, jeżeli to zwykła fikcja, gra ze słuchaczem, to gdy słyszę She moved away to Williamsburg/Her eyes sad eye were waving/My thoughts will pause, my throat will swell/When her name is spoken/And looking past the cold, long sea/I cannot bear to wonder now/If the cascading soft lights/Are glowing for us in Moorestown, to nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
Oczywiście można April zarzucić monotonię, a liderowi zastój artystyczny i zjadanie własnego ogona, życzę Wam jednak, żeby te 11 utworów skradło Wasze serca tak samo, jak mnie kilka miesięcy temu. Bo może to nie szczyt szczytów, ale przynajmniej raz w roku, można sobie na takie małe zatracenie pozwolić. Nawet, jeżeli folk A.D. 2008 to Fleet Foxes.




